|
Czy
Amerykanie i Rosjanie majstrują przy pogodzie?
Coraz więcej ekspertów zastanawia
się, czy ostatnia seria potężnych cyklonów nie ma
związku z eksperymentami nad bronią meteorologiczną
Nikaragua, Honduras i Kostaryka przygotowują się do
uderzenia trzynastego w tym sezonie huraganu atakującego
Amerykę Środkową, w jaki przekształca się stopniowo
burza tropikalna Beta. W Nikaragui i Hondurasie
ewakuowano dziesiątki tysięcy mieszkańców miejscowości
leżących na zagrożonych terenach. Seria potężnych
cyklonów, które w ostatnim czasie nawiedziły rejon
Zatoki Meksykańskiej, wywołała szereg spekulacji na
temat tego, czy były one jedynie dziełem natury, czy też
miały związek z ludzką aktywnością. Obserwatorów uderza
fakt, że każdy następny huragan jest potężniejszy od
poprzedniego.
Pogłoski o programach badawczych zmierzających do
stworzenia broni meteorologicznej, która miałyby
wywoływać klęski żywiołowe, aby zniszczyć przeciwnika -
nie są niczym nowym. Po serii tragicznych w skutkach
huraganów, jakie przetoczyły się przez południowe stany
USA, amerykański meteorolog Scott Stevens skierował
głośne oskarżenia pod adresem Rosji. Stwierdził on, że
huragan Katrina, który dotkliwie spustoszył Nowy Orlean,
został sztucznie wywołany przez rosyjskich specjalistów
wojskowych za pomocą tajnej broni meteorologicznej
działającej na zasadzie generatora elektromagnetycznego.
Z kolei Jerry E. Smith w wydanej również w Polsce
książce "HAARP - broń ostateczna" ostrzega przed
amerykańskimi pracami nad bronią geofizyczną na Alasce.
Smith alarmuje, że wprowadzenie tej broni do użytku
uczyniłoby jej właścicieli praktycznie bezkarnymi.
Projekt HAARP oprócz manipulowania pogodą pozwalałby też
na niszczenie satelitów na orbicie i
międzykontynentalnych pocisków balistycznych, a także
umożliwiłby sprowadzanie na wybrany obszar fal
promieniowania równie niszczącego jak bomba nuklearna.
Jednak doniesienia te ocenia się powszechnie za mało
prawdopodobne.
Za znacznie bardziej wiarygodne uznano informacje, że w
trzech ośrodkach badawczych na naszym globie trwają
intensywne prace nad możliwością stworzenia nowej broni
masowego rażenia, która wywoływałaby katastrofalne
anomalie pogodowe. Dyrektor rosyjskiego
Naukowo-Badawczego Instytutu Radiofizycznego Siergiej
Sniegiriew wymienia trzy obiekty na świecie, w których
testuje się możliwości wywoływania zmian pogodowych na
wielką skalę. - Jeden znajduje się na Alasce -
renomowany HAARP, drugi w Norwegii w Tromso, a trzeci
pod nazwą "Sura" mieści się u nas, w Rosji - ujawnił.
"Sura" nie jest wszakże jedynym tego typu projektem
badawczym, nad którym pracuje Rosja.
Według Stevensa, "w latach 60. i 70. ZSRS opracował i
szczycił się swoimi technologiami modyfikującymi pogodę,
które zaczęto stosować wobec USA od 1976 r.".
Twierdzenia amerykańskiego meteorologa ze stanu Idaho
postanowili sprawdzić dziennikarze "Nowych Izwiestiej",
którzy wybrali się na poszukiwanie "supertajnego
urządzenia rosyjskiego służącego do sterowania pogodą"
i... je odnaleźli. Zdaniem naukowca, jeszcze za czasów
sowieckich znajdowały się tam tajne instalacje, zdolne
do wywierania zgubnego wpływu na pogodę w dowolnym
punkcie globu ziemskiego. To sensacyjne oświadczenie
zostało momentalnie podchwycone przez prasę amerykańską.
"Sura": staruszka rodem z ZSRS
Rosyjski obiekt "meteorologiczny" "Sura" jest
porównywalny co do mocy z amerykańskim HAARP i leży na
centralnym pasie Rosji, w głuszy, 150 kilometrów od
Niżnogo Nowgorodu. Obiekt należy do Naukowo-Badawczego
Instytutu Radiofizycznego, zaliczanego do wiodących w
ZSRS. "Surę" tworzy dzisiaj zestaw rdzewiejących,
podniszczonych z powodu braku pieniędzy, a mimo to
ciągle jeszcze funkcjonujących stojaków. Na placu o
powierzchni 9 ha stoją równe szeregi 20-metrowych anten,
które od dołu zarastają krzakami. W centrum pola
antenowego stoi wielka tuba - źródło promieniowania o
wielkości chaty wiejskiej, za pomocą której badane są
procesy akustyczne zachodzące w atmosferze. Na brzegu
pola znajduje się budynek z nadajnikiem radiowym i
podstacją transformatorową, a dalej - blok laboratoryjny
i gospodarczy.
"Surę" zaczęto budować jeszcze pod koniec lat 70., a
oddano ją do użytku w 1981 r. Dzięki jej unikatowym
instalacjom uzyskano nadzwyczaj interesujące rezultaty
zachowania się jonosfery. Odkryto m.in. efekt
generowania promieniowania o niskiej częstotliwości w
czasie modulowania prądów jonosferycznych, nazwany
później od imienia inicjatora instalacji efektem
Hetmancewa.
Początkowo eksperymenty na "Surze" były finansowane w
znacznym stopniu przez resort obrony, ale po rozpadzie
ZSRS prace zostały przerwane. Oficjalnie obecne badania
mają służyć celom naukowym, a tamtejsi naukowcy
uczestniczą w międzynarodowych projektach badania
jonosfery.
Zasadnicza różnica pomiędzy "Surą" a HAARP polega na
tym, że rosyjskie instalacje leżą na średnich
szerokościach geograficznych, a nie polarnych, gdzie
występuje zjawisko zorzy polarnej. A przecież na północy
schodzą się linie natężenia magnetosfery Ziemi.
Oddziałując na nią, można wpływać na stan magnetosfery,
co najmniej wywoływać sztuczne zorze polarne, a w
skrajnej mierze - doprowadzać do rozstrojenia układów
elektronicznych sztucznych satelitów i innej aparatury,
a także do "zacinania się" pracy naziemnych systemów
elektronicznych.
"Nowyje Izwiestija" zastrzegają się, że mimo osiągnięć
rosyjskich naukowców nie opanowali oni jeszcze
umiejętności nasyłania huraganów na USA. Wprawdzie - jak
zauważa rosyjska gazeta - "badania wzajemnych związków
pomiędzy klęskami żywiołowymi a zaburzeniami w
jonosferze i magnetosferze nie są w Rosji prowadzone tak
szeroko, jak w USA, jednakże są prowadzone".
Na początku lat 80., kiedy "Surę" dopiero zaczęto
aktywnie eksploatować, w atmosferze w zasięgu jej
działania zaobserwowano interesujące anomalie. Wielu
pracowników naukowych widziało dziwne światła, palące
się czerwone kule, które wisiały nieruchomo bądź z dużą
prędkością przemieszczały się po niebie. Nie było to
UFO, a jedynie luminescencja wykształconych tworów
plazmy. Na obecnym etapie badanie świecenia jonosfery w
czasie aktywnej ingerencji należy do jednej z
najważniejszych dziedzin poszukiwań. - Oddziaływanie na
pogodę jest możliwe, ale nie w tak wielkiej skali, jak
huragany Katrina czy Rita. Ani my, ani oni, na razie
nikt nie umie tego robić - tłumaczy szef
Naukowo-Badawczego Instytutu Radiofizycznego Jurij
Tokariew, wyjaśniając, że instalacjom brakuje
odpowiednio dużych mocy. - Nawet tej mocy, jaką w
najbliższej przyszłości pragną osiągnąć naukowcy w HAARP,
nie wystarczy, aby efektywnie wywoływać klęski żywiołowe
- ocenia Tokariew.
Obecnie "Sura" działa około 100 godzin w ciągu roku.
Instytutowi brakuje pieniędzy na opłacenie
elektryczności koniecznej szczególnie przy
eksperymentach wykorzystujących elementy grzewcze. Tylko
jeden dzień intensywnej pracy instalacji mógłby pozbawić
poligon miesięcznego budżetu. Amerykanie przeprowadzają
eksperymenty na HAARP po 2000 godzin rocznie.
W ciągu najbliższych kilku lat HAARP miałby osiągnąć
projektowaną moc 3,5 gigawatów, dzięki czemu mógłby
zdeklasować siłę "Sury". Rosjanie obawiają się, że tym
samym bezpowrotnie utraciliby zdolność do dotrzymywania
kroku Amerykanom. Twierdzą oni, że obecnie, pomimo
załamania się budżetu w latach 90., wyprzedzają
Amerykanów w rozumieniu procesów zachodzących w
jonosferze. Rosyjscy pracownicy naukowi zmuszeni są
czuwać w nocy, by uchronić swoje instalacje przed
złodziejami metali kolorowych.
zobacz także:
HAARP: tęsknota za mocą? |