Spis treści 1.przepowiednie na rok 2012  2.zmiany na ziemi 3.przepowiednie proroków
4.Egipcjanie i Atlantydzi 5.fenomen pośmiewisko 6.co wiedzieli starożytni kapłani i magowie? 7.zagłada Atlantydy
8.Orion-zapowiedź katastrofy  9.Święte liczby 10.co się stanie w grudniu 2012? 11.odwrócenie biegunów
12.odwrócenie magnosfery-pytania do NASA 13.nie grozi nam magnetyczna katastrofa 14.numerologia-obliczenia Ewy May reklama
                     Czy Amerykanie i Rosjanie majstrują przy pogodzie?

 

Coraz więcej ekspertów zastanawia się, czy ostatnia seria potężnych cyklonów nie ma związku z eksperymentami nad bronią meteorologiczną

Nikaragua, Honduras i Kostaryka przygotowują się do uderzenia trzynastego w tym sezonie huraganu atakującego Amerykę Środkową, w jaki przekształca się stopniowo burza tropikalna Beta. W Nikaragui i Hondurasie ewakuowano dziesiątki tysięcy mieszkańców miejscowości leżących na zagrożonych terenach. Seria potężnych cyklonów, które w ostatnim czasie nawiedziły rejon Zatoki Meksykańskiej, wywołała szereg spekulacji na temat tego, czy były one jedynie dziełem natury, czy też miały związek z ludzką aktywnością. Obserwatorów uderza fakt, że każdy następny huragan jest potężniejszy od poprzedniego.
Pogłoski o programach badawczych zmierzających do stworzenia broni meteorologicznej, która miałyby wywoływać klęski żywiołowe, aby zniszczyć przeciwnika - nie są niczym nowym. Po serii tragicznych w skutkach huraganów, jakie przetoczyły się przez południowe stany USA, amerykański meteorolog Scott Stevens skierował głośne oskarżenia pod adresem Rosji. Stwierdził on, że huragan Katrina, który dotkliwie spustoszył Nowy Orlean, został sztucznie wywołany przez rosyjskich specjalistów wojskowych za pomocą tajnej broni meteorologicznej działającej na zasadzie generatora elektromagnetycznego. Z kolei Jerry E. Smith w wydanej również w Polsce książce "HAARP - broń ostateczna" ostrzega przed amerykańskimi pracami nad bronią geofizyczną na Alasce. Smith alarmuje, że wprowadzenie tej broni do użytku uczyniłoby jej właścicieli praktycznie bezkarnymi. Projekt HAARP oprócz manipulowania pogodą pozwalałby też na niszczenie satelitów na orbicie i międzykontynentalnych pocisków balistycznych, a także umożliwiłby sprowadzanie na wybrany obszar fal promieniowania równie niszczącego jak bomba nuklearna. Jednak doniesienia te ocenia się powszechnie za mało prawdopodobne.
Za znacznie bardziej wiarygodne uznano informacje, że w trzech ośrodkach badawczych na naszym globie trwają intensywne prace nad możliwością stworzenia nowej broni masowego rażenia, która wywoływałaby katastrofalne anomalie pogodowe. Dyrektor rosyjskiego Naukowo-Badawczego Instytutu Radiofizycznego Siergiej Sniegiriew wymienia trzy obiekty na świecie, w których testuje się możliwości wywoływania zmian pogodowych na wielką skalę. - Jeden znajduje się na Alasce - renomowany HAARP, drugi w Norwegii w Tromso, a trzeci pod nazwą "Sura" mieści się u nas, w Rosji - ujawnił. "Sura" nie jest wszakże jedynym tego typu projektem badawczym, nad którym pracuje Rosja.
Według Stevensa, "w latach 60. i 70. ZSRS opracował i szczycił się swoimi technologiami modyfikującymi pogodę, które zaczęto stosować wobec USA od 1976 r.". Twierdzenia amerykańskiego meteorologa ze stanu Idaho postanowili sprawdzić dziennikarze "Nowych Izwiestiej", którzy wybrali się na poszukiwanie "supertajnego urządzenia rosyjskiego służącego do sterowania pogodą" i... je odnaleźli. Zdaniem naukowca, jeszcze za czasów sowieckich znajdowały się tam tajne instalacje, zdolne do wywierania zgubnego wpływu na pogodę w dowolnym punkcie globu ziemskiego. To sensacyjne oświadczenie zostało momentalnie podchwycone przez prasę amerykańską.

"Sura": staruszka rodem z ZSRS
Rosyjski obiekt "meteorologiczny" "Sura" jest porównywalny co do mocy z amerykańskim HAARP i leży na centralnym pasie Rosji, w głuszy, 150 kilometrów od Niżnogo Nowgorodu. Obiekt należy do Naukowo-Badawczego Instytutu Radiofizycznego, zaliczanego do wiodących w ZSRS. "Surę" tworzy dzisiaj zestaw rdzewiejących, podniszczonych z powodu braku pieniędzy, a mimo to ciągle jeszcze funkcjonujących stojaków. Na placu o powierzchni 9 ha stoją równe szeregi 20-metrowych anten, które od dołu zarastają krzakami. W centrum pola antenowego stoi wielka tuba - źródło promieniowania o wielkości chaty wiejskiej, za pomocą której badane są procesy akustyczne zachodzące w atmosferze. Na brzegu pola znajduje się budynek z nadajnikiem radiowym i podstacją transformatorową, a dalej - blok laboratoryjny i gospodarczy.
"Surę" zaczęto budować jeszcze pod koniec lat 70., a oddano ją do użytku w 1981 r. Dzięki jej unikatowym instalacjom uzyskano nadzwyczaj interesujące rezultaty zachowania się jonosfery. Odkryto m.in. efekt generowania promieniowania o niskiej częstotliwości w czasie modulowania prądów jonosferycznych, nazwany później od imienia inicjatora instalacji efektem Hetmancewa.
Początkowo eksperymenty na "Surze" były finansowane w znacznym stopniu przez resort obrony, ale po rozpadzie ZSRS prace zostały przerwane. Oficjalnie obecne badania mają służyć celom naukowym, a tamtejsi naukowcy uczestniczą w międzynarodowych projektach badania jonosfery.
Zasadnicza różnica pomiędzy "Surą" a HAARP polega na tym, że rosyjskie instalacje leżą na średnich szerokościach geograficznych, a nie polarnych, gdzie występuje zjawisko zorzy polarnej. A przecież na północy schodzą się linie natężenia magnetosfery Ziemi. Oddziałując na nią, można wpływać na stan magnetosfery, co najmniej wywoływać sztuczne zorze polarne, a w skrajnej mierze - doprowadzać do rozstrojenia układów elektronicznych sztucznych satelitów i innej aparatury, a także do "zacinania się" pracy naziemnych systemów elektronicznych.
"Nowyje Izwiestija" zastrzegają się, że mimo osiągnięć rosyjskich naukowców nie opanowali oni jeszcze umiejętności nasyłania huraganów na USA. Wprawdzie - jak zauważa rosyjska gazeta - "badania wzajemnych związków pomiędzy klęskami żywiołowymi a zaburzeniami w jonosferze i magnetosferze nie są w Rosji prowadzone tak szeroko, jak w USA, jednakże są prowadzone".
Na początku lat 80., kiedy "Surę" dopiero zaczęto aktywnie eksploatować, w atmosferze w zasięgu jej działania zaobserwowano interesujące anomalie. Wielu pracowników naukowych widziało dziwne światła, palące się czerwone kule, które wisiały nieruchomo bądź z dużą prędkością przemieszczały się po niebie. Nie było to UFO, a jedynie luminescencja wykształconych tworów plazmy. Na obecnym etapie badanie świecenia jonosfery w czasie aktywnej ingerencji należy do jednej z najważniejszych dziedzin poszukiwań. - Oddziaływanie na pogodę jest możliwe, ale nie w tak wielkiej skali, jak huragany Katrina czy Rita. Ani my, ani oni, na razie nikt nie umie tego robić - tłumaczy szef Naukowo-Badawczego Instytutu Radiofizycznego Jurij Tokariew, wyjaśniając, że instalacjom brakuje odpowiednio dużych mocy. - Nawet tej mocy, jaką w najbliższej przyszłości pragną osiągnąć naukowcy w HAARP, nie wystarczy, aby efektywnie wywoływać klęski żywiołowe - ocenia Tokariew.
Obecnie "Sura" działa około 100 godzin w ciągu roku. Instytutowi brakuje pieniędzy na opłacenie elektryczności koniecznej szczególnie przy eksperymentach wykorzystujących elementy grzewcze. Tylko jeden dzień intensywnej pracy instalacji mógłby pozbawić poligon miesięcznego budżetu. Amerykanie przeprowadzają eksperymenty na HAARP po 2000 godzin rocznie.
W ciągu najbliższych kilku lat HAARP miałby osiągnąć projektowaną moc 3,5 gigawatów, dzięki czemu mógłby zdeklasować siłę "Sury". Rosjanie obawiają się, że tym samym bezpowrotnie utraciliby zdolność do dotrzymywania kroku Amerykanom. Twierdzą oni, że obecnie, pomimo załamania się budżetu w latach 90., wyprzedzają Amerykanów w rozumieniu procesów zachodzących w jonosferze. Rosyjscy pracownicy naukowi zmuszeni są czuwać w nocy, by uchronić swoje instalacje przed złodziejami metali kolorowych.

zobacz także: HAARP: tęsknota za mocą?

Copy®ight by GW Investment    kontakt: bok@gw-investment.com    gg 3155930    tel.0518743126
strona głównagiełdareklamakredytye-bookiogłoszeniaForumchat
 on-line: